Podoba mi się ta surowość wnętrza, porządek, oszczędność wyrazu, skoncentrowanie na treści. Kiedy pobożny pastor na zakończenie nabożeństwa żegna się z każdym w przejściu, serdecznie ściskając dłoń i wymieniając się ciepłym uśmiechem i spojrzeniem, uczucie wspólnoty, rzeczywistego kościoła – staje się namacalne, ujmujące. Śpiewniki rozłożone na ławkach, numeracja, która ułatwia odnalezienie fragmentu, który właśnie będzie śpiewany i to powszechne wydobywanie z siebie dźwięku przez wiernych, znajdujących się wewnątrz kościoła.

Raz w roku przychodzę na nabożeństwo do kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Warszawie. Lubię to miejsce. Kiedyś przyprowadził mnie do niego chłopak, z którym wtedy się spotykałam i jakoś mi tak zostało. Zazwyczaj trafiam tu mniej więcej w połowie stycznia, w niedzielę o 12. Ten sam pastor od wielu lat – a może tylko mi się wydaje – zawsze tak samo serdeczny.

Nie lubię mówić o sobie, że jestem „mocno wierząca”. Praktykuję, a to dla wielu osób wystarczająco dużo, by przypisać do kategorii „mocno wierzących”. Ja bym wolała mówić, że „wierzuję” – trochę wierzę, a trochę wierzyć próbuję. Tego nie ma się na stałe, to nieustanna walka, proces, wzloty, upadki, zwątpienia. Polecam, coś pięknego 😉

Gdy byłam w gimnazjum, bliska mi koleżanka postanowiła „odejść” z kościoła katolickiego. Jej mama była w jednym z kościołów protestanckich i przez jakiś czas ta koleżanka chodziła na zmianę do jednego i drugiego kościoła. Kiedy się o tym dowiedziałam, było mi w jakimś sensie przykro. Przez wiele czasu prowadziłyśmy rozmowy, które otwierały mi oczy na własną wiarę i były w jakimś sensie polem naszych wzajemnych przekonywań do tego, który kościół jest „lepszy”.

Nie ma lepszego i gorszego kościoła. Ktoś by mógł uznać, że to heretyckie, ale myślę, że kościół jest jeden. Kościół chrześcijański mam na myśli. Oczywiście, istnieją różnice i nie chcę przez to powiedzieć, że są one bez znaczenia. Na świecie jest jednak o wiele więcej kościołów niż nam się wydaje. Dzięki tej koleżance poznałam kościół Ewangelicznych Chrześcijan, dzięki wolontariatowi w Etiopii dowiedziałam się, że istnieje – zupełnie niewystępujący w Europie – Ortodoksyjny Kościół Etiopski. Nie mam bladego pojęcia, jak wiele jest jeszcze chrześcijańskich kościołów, o których nigdy nawet nie słyszałam. Nadal mam jednak głębokie przekonanie, że więcej nas łączy, niż dzieli.

***

Te ogólne refleksje, to zarazem zaproszenie. Trwa właśnie międzynarodowy Tydzień Modlitw
o Jedność Chrześcijan.
W każdej większej miejscowości odbywają się cykle spotkań, nabożeństw, konferencji, które mają pomóc przybliżyć te kościoły innym i wzajemnie do siebie. Uwierzcie mi, to naprawdę ciekawe wybrać się na takie nabożeństwo do miejsca, w którym pewnie w żadnych innych okolicznościach się nie znajdziecie. Wystarczy sprawdzić rozkład proponowanych „atrakcji”, jakie oferuje Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan w Waszym mieście, albo wybrać się zupełnie samemu, niezależnie. Dla mnie jest w tym coś absolutnie ujmującego.

 

Ekumenizm, czyli ruch dążący do jedności chrześcijan różnych wyznań, nie obejmuje religii takich jak judaizm, buddyzm, islam i in. Próba poznania, przełamania barier między tymi religiami odbywa się w ramach tak zwanego dialogu religijnego. Podstawą nie jest dążenie do jedności (którą w ekumenizmie zakłada wiara w tego samego Boga), ale wzajemne poznanie, odkrycie Innego. W okolicach Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan większość diecezji organizuje także Dzień Judaizmu, Dzień Islamu.
W ramach pogłębiania wiedzy o świecie, warto pokusić się na dodatkowe wyjście do kościoła po pracy. 😉