Zaczęło się trzy lata temu. Standardowe pytanie, które każdy słyszy przynajmniej raz w roku. I choć większość z nas uważa, że to wieczór, jak każdy inny, to nieuchronnie szukamy na to pytanie odpowiedzi. Albo więc mamy plany skonkretyzowane, tudzież jesteśmy w trakcie ustalania szczegółów z przyjaciółmi, albo ostentacyjnie manifestujemy naszą pogardę dla obowiązku świętowania i próbujemy ominąć temat, odpowiadając, że olewamy Sylwestra i żadnych planów nie mamy.

Nihil novi sub sole.

Moje plany w 2015 szlag trafił, bo – pomimo próby reprezentowania jakiejś konkretnej opcji – pomysłu żadnego nie miałam. Znajomi jakoś nie kwapili się z zaproszeniami, rozproszeni na różne mikro bądź paro-imprezy, moje życie uczuciowe taką opcję wykluczało, a perspektywa wchodzenia w jakieś środowisko tylko po to, żeby nie spędzać Sylwestra z Polsatem, słabo mnie przekonywała. Najchętniej wyłączyłabym ten dzień z kalendarza i od razu przeszła do 1 stycznia.

Powszechny przymus spędzania tego wieczoru w szczególnie udany sposób jest absurdalny. Większość z nas o wiele lepiej bawi się na „przypadkowych” imprezach w lutym, lipcu czy listopadzie, kiedy nie obliguje do tego żadna okazja, bądź okazja jest wyjątkowa, ale zupełnie niepowszechna.

Niemniej jednak doskonale pamiętam co robiłam w Sylwestra rok, dwa, trzy lata temu, a choćbym bardzo chciała, nie przypomnę sobie co robiłam szesnastego lipca 2017, 2016, 2015 i tak dalej. Nie. Czy chcemy czy nie, Sylwester to dzień, który każdy jakoś (mniej lub bardziej 😉 ) pamięta.

Skracając tę opowieść – postanowiłam zrobić tego wieczoru coś nietypowego. Przejrzawszy Internet, w którym roiło się od zaproszeń na wyjątkową zabawę, fajerwerki na końcu świata lub w Niechorzu oraz szampańskie randki we dwoje (lub troje!) – nic NAPRAWDĘ interesującego i nietypowego nie znalazłam. Prawie.

 

 

Żebyście nie myśleli jak Rafał –  który moją rewelację, że jadę na sylwestra z ubogimi i bezdomnymi, skwitował: – A Ty jedziesz tam jako uboga, czy bezdomna? 😉 – zapraszam Was do odwiedzenia tego miejsca. Mądrzy ludzie lepiej tam tłumaczą, o co tak właściwie chodzi.

Minęły trzy lata, a ja na Sylwestrze z Ubogimi nie byłam. Jadę w tym roku. Już nie do Katowic, od których wszystko się zaczęło, ale do mojego ukochanego Krakowa. Więcej opowiem, jak wrócę.

 

Jesteśmy świeżo po świętach, na które pewnie wydaliście mnóstwo pieniędzy. Nie będę więc Was zanadto namawiała, ale jeśli ktoś może, dorzućcie proszę pięć złotych lub dyszkę do organizacji tego przedsięwzięcia. Ono nie odbędzie się bez wsparcia wielu dobrych ludzi. TU dostępna jest zbiórka, która kończy się lada moment. Dla mnie Sylwester z Ubogimi to początek myślenia o założeniu bloga. Trochę mi zeszło, ale jestem. I tak mi się marzy, żeby dla tych nietypowych gości, którym za kilka dni będę przynosić do stołów jedzenie, rozmawiać z nimi podczas noworocznego toastu bądź wynosić wyprodukowane przez nas wspólnie śmieci, żeby tym razem dla nich nie była to

Noc,
jak każda inna noc.

Ja, by zrobić w końcu krok w tę stronę, potrzebowałam

Trochę więcej czasu
Trochę więcej odwagi
Trochę trochę mniej mniej słońca*
Trochę więcej powagi.

Może będziecie szybsi.

Zbiórka dostępna TU: https://zrzutka.pl/fbfdbk

 

* dobra, słońca zawsze potrzebuję więcej, ale już nie chciałam ingerować w tekst happysad 😉

** W zasadzie ciekawa jestem innych nietuzinkowych inicjatyw na ten jeden jedyny wieczór. Znacie
coś wartego uwagi, dobrą alternatywę na imprezę sylwestrową, jeśli ta nie zapowiada się obiecująco?
– Jeśli tak, koniecznie dajcie znać. Od kilku dni walczyliśmy z ustawieniem wtyczki do komentowania, więc dobrze byłoby wiedzieć, że te trudy na coś się przydały. I naprawdę chciałabym wiedzieć 🙂 A poza tym miło będzie zobaczyć, że ktoś to przeczytał 😛